Jeśli przeanalizujemy, kiedy ostatnio Polska była suwerenna, to dojdziemy do wniosku, że w zasadzie przestała nią być na początku w roku 1704, kiedy, pomimo, że proklamowaliśmy neutralność w III wojnie północnej, walki toczyły się głównie na naszym terytorium. Potem był 'dziwny' okres anarchii i konfederacji szlacheckich, destabilizujące, antysaskie działania szlachty, sejm w Grodnie, na którym przekupiona przez Prusy szlachta zablokowała suwerennościowe propozycje Potockich, potem rzecz jasna Repnin i rozbiory. Otwarte pozostaje pytanie, czy II RP była suwerenna (zresztą okres tak krótki, że trudno go rozpatrywać z perspektywy historycznej; jaki był koniec II RP też nie trzeba przypominać). legendarnej suwerenności III RP, o której teraz tyle rozprawiają się upeerowcy, zupełnie nie rozumiem - wydaje mi się, że to jakaś próba nabrania inteligentnych ludzi.ale nie o tym chciałem - zastanawiam się, czym jest 'suwerenność' lokalna w warunkach światowych imperiów i dochodzę do wniosku, że jest to zwyczajny mit. analizując historię Europy widzimy, że lokalna suwerenność skończyła się wraz z końcem średniowiecza (i to też suwerenność rozumiana w ramach łacińskich konstruktów cywilizacyjnych, broniących się przed moralnym i politycznym rozkładem - Jan Hus, albigensi, itp).Potem suwerenne są tylko i wyłącznie imperia (myślę, że nie trzeba wymieniać). Eksplozję suwerenności mieliśmy jeszcze podczas WWII, tyle, że III Rzesza i Włochy Mussoliniego były mignięciem w perspektywie historycznej. Wyjątkiem będzie tutaj Franco (ale już nie Salazar, który budował swoje poparcie m.in. na utrzymywaniu posiadłości kolonialnych dzięki pomocy USA), ale on suwerennościową pozycję uzyskał dzięki pomocy z zewnątrz...niech więc jakiś prawicowiec-tradycjonalista mi wyjaśni - o co do cholery chodzi z tą 'suwerennością'? to takie hasełko, jak równość albo demokracja, czy może jakaś rzeczywista wartość?